Lewis Cass
Pierwszego dnia, w sobotę 27 lipca, trasa miała start w Besku i prowadziła przez Mymoń, Sieniawę, Bartoszów, Posadę Górną, Rymanów Zdrój, Królik Polski, Szklary, Daliową, Jaśliska, Wolę Niżną, Moszczaniec, Wisłok Wielki, Czystogarb, Komańczę, Rzepedź, Szczawne, Płonną, Karlików, Wolę Piotrową, Bukowsko, Nowotaniec, Nadolany, Wolę Sękową, Odrzechową, Pastwiska i Rudawkę Rymanowską do Puław Górnych, gdzie usytuowana była meta. Cały dystans liczył 103 km, a przewyższenia sięgnęły ponad 1300 m.
Jako, że trasa nie należała do szczególnie selektywnych, finisz odbył się w dużym peletonie zawodników. A nasz jedyny zawodnik Patrycjusz Urbanek, jak na prawdziwego lidera przystało, do mety dojechał w czołówce! Walkę o sam finisz odpuścił, jednak jego fantastyczny czas 02:50:53, z zaledwie 5-sekundową stratą do zwycięzcy OPEN, oraz fenomenalna prędkość średnia wynosząca ponad 35 km/h mówią same za siebie. Z takim wynikiem Patryk odnotował świetne 24 miejsce OPEN oraz 13 w kategorii B.
Drugiego dnia zmagań kolarze walczyli na trasie czasówki liczącej 6 km z przewyższeniami rzędu 230 m. I to właśnie wtedy Patryk wyciągnął asa z rękawa i pokazał swoje niesamowite umiejętności jazdy w górach. Nasz niesamowity zawodnik dosłownie dowalił do pieca i z genialnym czasem 00:14:57 i kapitalną prędkością średnią wynoszącą ponad 28 km/h wylądował na 3 miejscu OPEN oraz 2 w kategorii wiekowej B!
Jesteśmy pełni podziwu dla mocy, jaka drzemie w nogach naszego zawodnika! Patryk zdecydowanie należy do ścisłej czołówki kolarstwa amatorskiego w Polsce, co udowadnia praktycznie na każdych zawodach! Jesteśmy niesamowicie dumni, że mamy w szeregach takiego znakomitego zawodnika. Serdecznie gratulujemy Patrykowi kolejnego sukcesu na jego długiej liście i dziękujemy za wymarzone reprezentowanie Jas-Kółki na wyścigach! Życzymy także kolejnych udanych występów w nadchodzących imprezach!
Komentarze

Gratulacje.

Chyba brakowało porządnego podjazdu w wyścigu. Czasówka jak zawsze fenomenalna. Brawa!

Przełomy Wisłoka - wyścig na który jechać nie chciałem... ale pojechałem dla czasówki. Złożenia co do wyścigu miałem proste: jeśli utworzy się odjazd mający szanse na powodzenie, to chciałem w nim być. Tak się złożyło, że żaden sensowny odjazd nie mógł się zawiązać. Każdy atak był szybko kasowany przez duży i rozpędzony peleton (po starcie honorowym średnia 39 km/h) Założyłem, że czeka nas walka na ostatnim podjeździe, który na profilu wyglądał całkiem konkretnie a w praktyce okazał się... hopunią, która niczego nie podzieliła. Z zasady w sprinterskich pojedynkach z dużej grupy udziału nie biorę. Wyścig wygrał jak sam się określał „typowy sprinter, którego peleton dowiózł do mety” :) Podsumowując to wyścig mnie nie zmęczył z czego byłem zadowolony. Zachowałem dużo sił na niedzielą próbę czasową. W niedzielę chciałem przeprowadzić około 60 minutową rozgrzewkę ale po kilkunastu minutach dzwoni Ola i mówi „startujecie jednak nie co 30 a co 60 sekund”. Super :) Czas startu podany dzień wcześniej przestał obowiązywać. Paręnaście minut później okazuje się, że organizator puszcza zawodników w losowych odstępach czasowych i start jednak będzie szybciej. Ostatecznie rozgrzałem się dobrze i wystartowałem bez stresu. Jechałem bardzo mocno. Na płaskim mocniej niż zakładałem. Pilnowałem maksymalnie aerodynamicznej pozycji i walczyłem o każdą sekundę. Do podjazdu dojechałem już nieźle zmęczony. Całe szczęście wyprzedzanie startujących wcześniej zawodników okazało się dobrym aktywatorem do jeszcze mocniejszej jazdy. Do mety standardowo dojeżdżam... opluty. Długo nie mogłem wyrównać oddechu. Moc była super. Byłem totalnie wyjechany. Myślałem: poszło bardzo dobrze, optymalnie, doskonale! Do zwycięscy i miejsca drugiego zabrakło jednak dużo. Nie mogłem pojechać ani sekundy lepiej. Dlatego byłem zadowolony z czasu ale ukrywam przyjechałem tam po zwycięstwo w kategorii wiekowej.

Gratulacje! Patryk - Ja góralka dobrze Cię rozumiem. Brawa za walkę!